Uczestnicy:
Tadek, Jarek, Tajemnik, Misiu
Trasa: Rytro - Cyrla(nocleg) - Hala Łabowska(nocleg) -
Wierchomla.
Ok. południa meldujemy się w knajpie w Rytrze. Nabieramy siły i wigoru obsługiwani
przez wesołą i lekko nawaloną kelnerkę. Wreszczie wychodzimy na mróz i zamieć.
Przechodzimy przez most na Popradzie i przez osiedle Sucha Struga wspinamy się
w stronępolany Cyrla. Po dwóch męczących godzinach dochodzimy
do schroniska.
W malutkim budyneczku (duży dopiero się buduje) śpimy nad jadalnią w pokoiku o
ciepłej nazwie Piekarnik. Rankiem pogoda bezchmurna, lecz mróz i silny wiatr.
Ryszamy każdy o innej porze. Tadek ostatni, bo miał kolosalny problem z przypięciem rakiet.
Podchodzimy trójwierzchołkową, halną
kulminację Zadnich Gór .
Na środkowej polanie
kapliczka z wzruszającym, ale już zupełnie nieaktualnym napisem
na tabliczce krzyża.
Wiersz ten można spotkać na tabliczkach i tablicach w różnych miejscach naszego kraju np. w Pustelni Jana z Dukli.
Przedstawiam tu cały wiersz, bo na tabliczce jest tylko początek:
Choćby Tobą, Chryste Panie
Pogardziły obce ludy
To na polskim zawsze łanie
Chłop Ci skłoni się jak wprzódy.
Chłop postawi Bożą Mękę
U wrót wioski, na rozstaju,
Byś wyciągnął Jezu rękę
I włodarzył w naszym kraju.
W Polskim domu wisieć będzie
Częstochowska zawsze Macierz.
W Polskiej szkole dziś i zawsze
Mówić będziem Polski pacierz.
A w Niedzielę Twe świątynie
Lud wypełni w każdej porze.
I z serc naszych pieśń popłynie
Święty, Święty, Święty Boże !
Stromym lasem podchodzimy na Pisaną Halę.
Z polanki na cyplu
Hali ładny widok w stronę Makowicy. Przez Halę Barnowską, Halę nad Kamieniem
(kamieni czyli wychodni skalnych wysokich do 10m od kilkudziesięciu lat nie widać w gęstym lesie
, w 1985 wdrapywaliśmy się na nie, czubki wystawały nad młodnik.),
dochodzimy do
Hali Łabowskiej i schroniska. Jest godzina 14 i stajesię oczywiste, że dalej nie
pójdziemy, zwłaszcza że Tadek walczy z przestrzenią i kłodami na nogach w bliżej nieokreślonym miejscu.
Naradzamy się co robić, bo Misiu musi być w domu wieczorem. Na miejscu jest skuter śnieżny, ale
pracownik schroniska ma zakaz od szefa na jego używanie. Daje nam jednak dobrą radę:
zjechać do Maciejoweej-Składzistego (9km drogą).
Ruszamy Więc we trójkę, zamawiając wcześniej taksówkę z Piwnicznej.
Taksówka rzeczywiście czeka i zawozi nas do Rytra.
Tam przesiadamy się do lexusa i wracamy do Składzistego.
w którym zamieć i kilkanaście centymetrów świeżo spadłego śniegu.
Zakładamy łańcuchy. Mimo to koła buksują, jechać się nie da.
Grozi nam 9km pod górę "a piedi", jak mówią Włosi.
W tym momencie słyszymy warkot silnika i światła przebijające
się przez zamieć. To barmana ze schroniska ruszyło
sumienie i zjechał skuterem na nasze spotkanie.
Tajemnik siada na skuter, Jarek łapie za linę, Misiu zawraca, a my
ruszamy z kopyta.
Pędzimy nocą w zawieji i huku silnika, Jarek co pewien czas wysuwa się na czoło.
W ciepłym schronisku czeka na nas
Tadek i PIWO. Na drugi dzień mgła. Zjeżdżamy żółtym
szlakiem, mijając polany z szałasami, na
przełęcz pod Parchowatką(1004m npm). Tam na polanie spotykamy drogowzkaz
narciarski kierujący do Wierchomli.
Pseudonartostrada prowadzi nas przez polanki i zwały drzew w doliną Potaszni 2 km.
od Wierchomli Małej.
I-4,2km, 506m II - 11,8km, 411m III = 5,9km, 43m
POWRóT